Subskrybuj kanał RSS

Nasi Partnerzy:

Dzisiaj jest:

Styczeń 2012
P W Ś C P S N
« gru    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Najsłynniejsze (dwa) zdjęcia wojenne

Najsłynniejsze zdjęcie świata wykonane 23 lutego 1945 roku przez Joe Rosenthala około godziny 11:20 na japońskiej wyspie Iwo Jima.

 

A to zdjęcie nie przedstawia PIERWSZEJ zatkniętej na Iwo Jimie flagi lecz DRUGĄ! Pierwsza, tzw. „mała flaga”, została wciągnięta na długim drągu około godziny 10:20, a pochodziła z transportowca USS „Missoula”. Jej zatknięcie uwiecznił na zdjęciu fotograf pisma „Leatherneck Magazine” sierżant Louis Lowery. Jednak jego zdjęcie umknęło uwadze współczesnych  pozostając niezauważone. W tym dniu na Iwo Jimie przebywał sekretarz Departamentu US Navy, James Forrestal. Widząc amerykański sztandar powiewający nad wulkanem Suribachi zażądał jego zdjęcia i podarowania sobie. Nie pozwolił na to dowódca II batalionu 28 pułku Marines, do którego to oddziału flaga należała. Płk Handler Johnson polecił zamienić flagi i „małą” zastąpić sztandarem z okrętu desantowego LST-779. I właśnie tą flagę, zupełnie zresztą nieoczekiwanie, uwidocznił na wieki amerykański korespondent Associated Press Joe Rosenthal (zdobył za to zdjęcie nagrodę Pulitzera). Miał on zresztą wątpliwości czy cokolwiek na filmie się utrwaliło, bo desantując sie na Iwo wypadł za burtę okrętu i zamoczył swój aparat (na szczęście w wodoszczelnym opakowaniu). A to, że zdjęcie obiegło świat i stało się symbolem Ameryki i zwycięstwa nad Japonią, i w ogóle przetrwało zawdzięczamy również technikom z laboratorium fotograficznego na wyspie Guam, którzy wywoływali film. Początkowo uznali, że żadna klatka się nie zachowała, jednak po konsultacjach postanowili „coś” jednak uratować…
Moment wciągnięcia „dużej” flagi utrwalił także reporter wojenny z 28 pułku sierżant Bill Genaust, mający jeszcze w kamerze ok. 90 cm kolorowego filmu. Genaust zaginął bez wieści 4 marca po wejściu do „sprawdzonej i zabezpieczonej” wcześniej pieczary, gdzie schronił się przed ulewą. Jego ciała nigdy nie znaleziono…

A druga słynna fotografia?
Pochodziła z przeciwległego końca świata, dokładnie z Berlina i przedstawiała moment zatknięcia radzieckiego sztandaru na budynku Reichstagu. Jej autorem był korespondent wojenny TASS Jewgienij Chałdej, który wzorował się na widzianej już w prasie fotografii Joe Rosenthala. Zresztą podobnie jak i na Iwo Jimie nie była to pierwsza flaga! Poprzednią zatknął 23-letni żołnierz radziecki Michaił Minin 30 kwietnia 1945 r. około godziny 22.40. Następnie została ona zerwana przez grupę niemieckich żołnierzy, którzy na krótko opanowali Reichstag. Druga flaga (po którą Chałdej specjalnie poleciał do Moskwy) zawisła tam 2 maja 1945 roku. Sztandar umieścili Gruzin Meliton Kantaria i Rosjanin Michaił Jegorow. I właśnie ten moment utrwalił na filmie Chałdej. Oczywiście było to inscenizowane, a fotograf wykonał całą serię zdjęć. Aby dodać dramaturgii scenie sam fotograf nieco „podbarwił” zdjęcie dodając więcej dymu nad Berlinem, a cenzura wojskowa wyretuszowała jeden z zegarków, które Rosjanin Jegorow miał na obu (!) rekach. Zegarek na drugiej ręce pozostał – ingerencja miała na celu zatarcie śladów rabunkowej działalności Armii Czerwonej w zrujnowanym Berlinie.

Przypatrz sie dobrze :)

 

Zapowiedź kolejnej przygody…

W dzisiejszym odcinku „Było nie minęło” padła zapowiedź kolejnej wyprawy: Baranów Sandomierski, w którym, we Wrześniu 1939 roku, 23 batalion Saperów Górnośląskich wybudował w ciągu niespełna jednego dnia 325 metrowy most polowy dla przeprawy oddziałów Armii „Kraków” i Grupy Operacyjnej „Jagmin”. Za ten czyn batalion został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Vituti Militari, a kilku jego oficerów i żołnierzy Orderem Virtuti Militari V klasy i Krzyżami Walecznych.

Srebrny Krzyż Orderu Virtuti Militari

Kapitalny opis tego zdarzenia znajduje się na stronie m-ce24.pl pod tym linkiem:

Mysłowickie Virtuti Militari

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowy projekt programu „Było nie minęło”

Dzisiaj na stronie i na forum programu „Było nie minęło” pojawił się bardzo ciekawy wpis, który pozwolę sobie przytoczyć w całości:
„Szanowni Państwo!
Właśnie rozpoczął się Nowy 2012 rok a wraz z nim pojawiło się mnóstwo nowych planów
i ciekawych projektów, które mamy nadzieję zrealizować. Liczymy, że dla nas pasjonatów historii rok ten podobnie jak poprzedni będzie czasem wytężonej pracy i nieustannej pogoni za nowymi historiami. Ale, po kolei…
Na początek chcielibyśmy podzielić się z Wami pewnym pomysłem, który zrodził się podczas niedawnego zlotu sympatyków programu „Było nie minęło”, jaki miał miejsce 15.10.2011 roku w kompleksie pałacowo-hotelowym Jedlinka w Jedlinie-Zdroju. Zainteresowanie, jakie towarzyszyło temu wydarzeniu zachęciło nas do tego, aby
w niedalekiej przyszłości móc organizować takie spotkania cyklicznie. Wspólnie z ekipą zwiadowców historii chcielibyśmy ruszyć z projektem takich „spotkań z historią” do oddziałów regionalnych Telewizji Polskiej właśnie z początkiem roku.
Zamysłem naszym jest, aby każde nasze spotkanie rzuciło nowe światło przede wszystkim tematom lokalnym. Z licznych rozmów z Państwem, wiemy, że takich nieznanych
i tajemniczych historii jest mnóstwo i warto byłoby znaleźć ich zakończenie. To na razie wstępny projekt, który mamy zamiar doprowadzić do szczęśliwego finału. Jak zwykle czekamy na Państwa opinie, bo to z myślą o Was każdego tygodnia wyruszamy w teren by odkrywać nowe karty historii.

Więcej informacji na temat postępów w realizacji projektu zamieścimy już niedługo, a na razie zapraszamy do wspólnej dyskusji na forum internetowym BNM oraz na stronach portalu Facebook.
Redakcja Programu”.

I tylko przyklasnąć takiej inicjatywie – byłem wtedy w Jedlince i muszę powiedzieć,
że takich spotkań powinno być jak najwięcej, bo to doskonała okazja do spotkania
z kapitalnymi ludźmi, ikonami polskich reporterów i poszukiwaczy, to spotkanie z historią „na żywo”, ciekawie i emocjonująco podaną, w doskonałej atmosferze. Kto choć raz spotkał się z ekipą programu „Było nie minęło” ten będzie wracał do nich zawsze.
Ja również zapraszam do komentowania i dyskusji na Facebook i forum.
Dla zainteresowanych podaję linki:
Forum „Było nie minęło”
Facebook

 

 

 

 

 

 

Powstanie Styczniowe i… zatopione działa

Ostatnio miałem okazję poszperać w internecie i natknąłem się na fragmenty relacji
z udziału w Powstaniu Styczniowym Aleksandra Zdanowicza.
Tytuł brzmi:
RZECZ O ROKU 1863
W czterdziestą rocznicę powstania styczniowego : 1863 – 1903
[praca zbiorowa]
Lwów: nakładem Komitetu Wydawniczego,1903.558 s.;23 x 15,5 cm
Komitet Wydawniczy: Bronisław Szwarce, Józef Kajetan Janowski,
Henryk Czaplicki, Ignacy Kinel, Bolesław Anc.

Krótki rys historyczny:

24 lutego 1863 rozegrała się jedna z najkrwawszych bitew Powstania Styczniowego –
I bitwa pod Małogoszczem. W małogoskiej plebanii mieścił się sztab generała Mariana Langiewicza. Rzeka Łosośna uzyskała odtąd nazwę Wierna Rzeka, stając się tytułową bohaterką powieści Stefana Żeromskiego. Za pomoc powstańcom, a także z powodu spadku liczby ludności, w 1869 rząd rosyjski odebrał Małogoszczowi prawa miejskie.
Ale do rzeczy – zacytuję fragment, który mnie zainteresował, tym bardziej, że o tej sprawie nieco już słyszałem (fragment w oryginalnej formie):
„(…) Około godziny 4-ej już zabrakło amunicyi, działa ucichły i tylko jeszcze śmigownica dała kilka strzałów. To ośmieliło Moskali strzelcy finlandzcy poczęli skupiać się, aby pójść do ataku i zabrać nam działa. W owej chwili Dąbrowski ugodzony kulą w piersi padł zabity zostało nas tylko pięciu z Wiercieńskim, a koń tylko jeden, inne powybijane zostały kartaczami. Chwila była krytyczna oczekiwaliśmy z kosami przy działach, pewni że nas tu wszystkich skłują i działa zabiorą; już nas dosięgali, gdy z gromkim hurra! kosynierzy prowadzeni przez Śmiechowskiego uderzyli z boku z takim impetem, że Moskale zmięszani, słaby opór stawiali. Śmiechowski wrzeszczał: bijcie dobrze bugry!
A bugry też bili tak skutecznie, że niedłużej jak po pięciu minutach, Moskale tył podali, zostawiając na placu kilkunastu rannych i zabitych. Wtedy bez komendy kosyniery chwycili za lawety i ściągnęli działa z pozycyi, powlekli je do stawu
i zatopili, gdyż nie było sposobu wyciągnąć ich na bardzo stromą górę,
a innego przejścia nie było
(…)”.

I tu rodzi się pytanie, czy ktoś szukał tych dział? Wiem, że taką informacją dysponował również znany polski poszukiwacz Włodzimierz Antkowiak (założyciel i prezes Międzynarodowej Agencji Poszukiwawczej) – ale z tego co wiem MAP nie weryfikowała tej opowieści w terenie. Odnalezienie armat z Powstania Styczniowego byłoby nie lada sensacją, a obecnie produkowany profesjonalny sprzęt poszukiwawczy ma nieporównanie lepsze możliwości i może warto by było przyjrzeć się temu terenowi?
Tym bardziej, że niedaleko, niemalże po sąsiedzku, mogą spoczywać pod ziemią prawdziwe skarby, zakopane tu w 1653 roku przez Szwedów, którym nie udało się wywieźć zrabowanych na tym terenie dóbr…

 

 

 

 

Nareszcie!! Muzeum Broni Pancernej w Poznaniu otwarte 24 godziny na dobę!

Od wczoraj (4 stycznia 2012) można zwiedzić „wirtualnie” nasze polskie Muzeum Broni Pancernej, w którego zbiorach znalazły się cenne eksponaty m.in. działo pancerne Sturmgeschutz IV (wydobyty z rzeki Rgilewki w Grzegorzewie), lekki czołg rozpoznawczy T-70, czołgi średnie T-34/76 i T-34/85, czołgi ciężkie JS-2 i JS-3 czy wydobyty ostatnio
(i poddawany rekonstrukcji) ciągnik artyleryjski Sd.Kfz.6 (wydobyty ze starorzecza Warty w miejscowości Białobrzegi).
Bardzo ciekawa inicjatywa – wreszcie możemy „on line” zajrzeć do wnętrza eksponatów
i bez żadnych przepustek, zezwoleń (Muzeum znajduje się na terenie jednostki wojskowej) zwiedzić je o każdej porze dnia i nocy. Zapraszam!
Link dla zainteresowanych:
http://www.wirtualne.muzeumbronipancernej.pl/

 

 

This site has been fine-tuned by 1 WordPress Tweak